Wlepiał mandaty, ścigał piratów, a sam… nie miał prawa jazdy! Absurdalna wpadka policjanta ze śląskiej grupy SPEED

Wlepiał mandaty, ścigał piratów, a sam… nie miał prawa jazdy! Absurdalna wpadka policjanta ze śląskiej grupy SPEED

Ta historia brzmi jak miejska legenda albo kiepski żart, ale wydarzyła się naprawdę tuż obok nas, na Śląsku Cieszyńskim. Choć sprawa pochodzi z 2020 roku i pisał o niej wtedy Super Express, w naszym regionie wielu o niej nie słyszało.

Wyobraźcie sobie taką scenę: zatrzymuje was nieoznakowane policyjne BMW. Funkcjonariusz wypisuje wam mandat za prędkość, poucza o bezpieczeństwie i przepisach, po czym wsiada za kółko i odjeżdża. Brzmi normalnie? Byłoby, gdyby nie jeden drobny szczegół – ten policjant w ogóle nie powinien prowadzić auta.To historia, w którą aż trudno uwierzyć, a jednak wydarzyła się naprawdę w Ustroniu. Jeden z funkcjonariuszy, który na co dzień służył w elitarnej grupie SPEED – czyli tej powołanej do łapania najgroźniejszych piratów drogowych – przez lata jeździł radiowozem bez uprawnień.

Wpadka na parkingu

Sprawa pewnie jeszcze długo nie wyszła by na jaw, gdyby nie pech i chwila nieuwagi samego zainteresowanego. Wszystko działo się po służbie. Policjant jadąc swoim prywatnym samochodem, zarysował inne auto na parkingu. Na miejsce wezwano patrol drogówki z Cieszyna. Procedura jest standardowa: policjanci legitymują uczestników i sprawdzają ich w systemie. I tu wtedy właśnie nastąpił moment konsternacji. System policyjny bezlitośnie (tzw. „magiel”) wykazał, że ich kolega z policji w Ustroniu nie posiada prawa jazdy.

Jak to w ogóle możliwe?

To pytanie, które do dziś zadają sobie nie tylko mieszkańcy Śląska Cieszyńskiego ale i czytelnicy Super Expressu, który nagłośnił temat w 2020 roku oraz ówcześni przełożeni funkcjonariusza. Wygląda na to, że w systemie zaufania zabrakło podstawowej kontroli. Przez lata nikt nie wpadł na to, by sprawdzić tak oczywistą rzecz, zakładając, że skoro ktoś jest w drogówce i grupie SPEED, to „papier” mieć musi.

Mężczyzna pracował w drogówce od lat. Ba, trafił do grupy SPEED, gdzie trafiają doświadczeni policjanci, by obsługiwać szybkie, nieoznakowane radiowozy z wideorejestratorami.

Przez cały ten czas regularnie wsiadał za kierownicę służbowego wozu, wyjeżdżał na patrole i karał innych kierowców za łamanie przepisów, których sam w teorii nie miał prawa egzekwować zza kółka. Wygląda na to, że w systemie zaufania zabrakło podstawowej kontroli, a nikt po prostu nie wpadł na to, by sprawdzić „oczywistą oczywistość”.

Co dalej?

Nie obeszło się bez poważnych konsekwencji. Dla policjanta oznaczało to koniec jego kariery, wydalenie ze służby oraz odpowiedzialność karną za prowadzenie pojazdu bez uprawnień i spowodowanie kolizji.

Tragikomiczna historia policjanta z Ustronia (powiat cieszyński) miała zaskakujący i pouczający finał, który ujawnił systemy zadziwiającą lukę w kontrolach i wygenerował burzę w mediach społecznych.

Jak Wybuchła Bomba?

Sprawa wyszła na jaw we wrześniu 2020 roku przypadkowo – funkcjonariusz spowodował kolizję drogową, jadąc prywatnym samochodem po pracy. Mundurowi obsługujący zdarzenie zażądali od niego dokumentów tożsamości i prawa jazdy. Policjant przyznał się, że nie ma prawa jazdy przy sobie. Gdy sprawdzono jego dane w systemie CEPIK, okazało się coś niewiarygodnego: nigdy nie miał uprawnień do kierowania pojazdami i nigdy ich nie uzyskał

Przełom był zatrważający – przez całe lata zatrudnienia w policji (od 2014 roku, w Cieszynie od trzech lat) funkcjonariusz prowadził radiowozy służbowe i wystawiał mandaty za wykroczenia drogowe kierowcom, sami pozbawiony uprawnień. Niesprawdzonym.

Jak To Było Możliwe?

Wlepiał mandaty, ścigał piratów, a sam… nie miał prawa jazdy! Absurdalna wpadka policjanta ze śląskiej grupy SPEED REKLAMA
Wlepiał mandaty, ścigał piratów, a sam… nie miał prawa jazdy! Absurdalna wpadka policjanta ze śląskiej grupy SPEED REKLAMA

System kontroli okazał się ślamazarny. Zgodnie z policyjnymi przepisami każdy funkcjonariusz, przed uzyskaniem dostępu do radiowozu, powinien przejść badania lekarskie i posiadać „wkładkę” – zaświadczenie uprawniające do prowadzenia pojazdu służbowego. Policjant nigdy o nią nie ubiegał się.

Zamiast tego zmylił dyżurnych kolegów, twierdząc, że ma je w domu. Każdy kolejny dyżurny powtarzał bez sprawdzenia i wydawał kluczyki. Fakt, że dojeżdżał do pracy prywatnym samochodem, wzmacniał pozór normalności

Wyrok i Konsekwencje Prawne

Sąd Rejonowy w Cieszynie skazał policjanta w trybie nakazowym na grzywnę 1.500 zł – karę, którą komenda uznała za niedostateczną.

Funkcjonariusz został zwolniony z kosztów postępowania, co dodatkowo rozgniewało opinię publiczną.

Kluczowy moment przyszedł, gdy Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach wniosła sprzeciw od wyroku, argumentując, że kara jest zbyt łagodna i nie odpowiada „stopniowi społecznej szkodliwości” naruszenia oraz nie odpowiada społecznym poczuciem sprawiedliwości.

Oznaczało to, że sąd musiał ponownie rozpatrzyć sprawę w pełnym trybie procesowym, z przeprowadzeniem postępowania dowodowego.

Postępowanie Dyscyplinarne

Równolegle sąd wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec policjanta za naruszenie dyscypliny służbowej i etyki zawodowej. Konsekwencje objęły również jego kolegów – dyżurnych, którzy przez lata wydawali mu kluczyki do radiowozu.

Burza w Sieci

Historia wywołała falę komentarzy w mediach społecznych. Setki internautów domagało się surowszych kar, a wielu postulowało anulowanie wszystkich mandatów wystawionych przez tego policjanta. Jeden z wpisów, który zyskał poparcie prawie pół tysiąca osób, domagał się, by funkcjonariusz zapłacił ze własnej kasy wszystkie mandaty, które wystawił innym kierowcom. Pojawiały się też komentarze prześmiewcze porównujące sprawę do scenariuszy z komedii Barei czy Monty Pythona.

Sprawa ujawniła fundamentalną zawalinę w systemie – komenda nigdy nie przeprowadziła prostej weryfikacji, czy jej pracownik prowadzący radiowóz ma do tego uprawnienia. To stanowiło nie tylko naruszenie procedur, ale również poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Historia ta stała się symbolem zaniedbania i braku nadzoru w strukturach policyjnych na Śląsku. Finałem była nie tylko grzywna finansowa, ale wznowienie postępowania sądowego, postępowanie dyscyplinarne i ostracyzm.

Zagłosuj!

28 punktów
Fajne Nie lubię

Razem głósów: 10

Fajne: 7

Procent fajnych głosów: 70.000000%

Słabe: 3

Procent słabych głosów: 30.000000%

Dołącz do naszego kanału nadawczego, by nie przegapić kolejnych informacji z naszego regionu!

REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA