Przez dziesięciolecia ich grobu szukano gdzie indziej. Mówiono o lesie, o tajnych pochówkach, o ciężarówkach, które miały wywozić ciała poza miasto. Teraz jedna z najboleśniejszych historii powojennego Cieszyna wraca z ogromną siłą. Instytut Pamięci Narodowej poinformował, że na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Katowickiej odnaleziono szczątki ludzkie, które według wstępnych analiz mogą należeć do żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, skazanych na śmierć w 1946 roku.
To nie jest tylko kolejna informacja historyczna. To sprawa, która dotyka samego serca lokalnej pamięci. Chodzi o ludzi, których po wojnie komunistyczny aparat państwa uznał za wrogów, skazał w pokazowym procesie, rozstrzelał, a potem na lata odebrał rodzinom prawo do grobu, żałoby i prawdy.
Sześć nazwisk i jedna cieszyńska rana
Według komunikatu IPN celem prac było odnalezienie szczątków sześciu członków podziemia niepodległościowego. Byli to: kpt. Edward Bąk „Strzemię”, Karol Bączek „Karlik”, Jan Dziedzic „Mściciel”, Władysław Greń „Sówka”, Emil Michnik oraz Jan Piasecki vel Stefan Wójcik „Tygrys”.
Zostali oni skazani na karę śmierci 15 czerwca 1946 roku przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Katowicach podczas sesji wyjazdowej w Cieszynie. Wyrok wykonano 2 sierpnia 1946 roku w cieszyńskim więzieniu.
Brzmi jak suchy zapis z akt. Ale za tymi datami kryje się dramat ludzi, rodzin i miasta. Proces miał charakter polityczny i pokazowy. Władza nie chciała wyłącznie ukarać oskarżonych. Chciała wysłać sygnał: nowy system nie będzie tolerował zbrojnego oporu, a lokalna społeczność ma zobaczyć, co dzieje się z tymi, którzy stają przeciw komunistycznej władzy.
Cieszyn jako scena procesu pokazowego
To ważne, że proces odbył się właśnie w Cieszynie. Nie gdzieś daleko, za zamkniętymi drzwiami wojskowego sądu, ale w miejscu, gdzie oskarżeni byli znani, gdzie działały struktury podziemia i gdzie pamięć o wojnie była jeszcze świeża.
Z materiałów historycznych wynika, że przed sądem stanęło łącznie 26 osób związanych z cieszyńskimi strukturami podziemia narodowego. Władzy zależało na efekcie psychologicznym. Chodziło o publiczne złamanie lokalnego oporu, pokazanie siły aparatu represji i odebranie konspiratorom ich społecznego autorytetu.
W załączonych materiałach zwrócono uwagę także na relacje dotyczące przemocy w śledztwie. Oskarżeni i ich obrońcy mieli podnosić kwestię tortur oraz wymuszania zeznań. Sędziowie nie potraktowali tych informacji jako powodu do realnego zbadania sprawy. To jeden z najbardziej wstrząsających elementów tej historii: państwo używało języka prawa, ale mechanizm był polityczny.
Najpierw śmierć, potem cisza
Po wykonaniu wyroku rodziny nie otrzymały tego, co w normalnym świecie należy się każdemu człowiekowi: jasnej informacji, miejsca pochówku i możliwości pożegnania. To była jedna z metod komunistycznego terroru. Nie wystarczyło zabić przeciwnika politycznego. Trzeba było jeszcze odebrać mu imię, grób i pamięć.
Przez lata w lokalnej świadomości funkcjonowało przekonanie, że ciała zamordowanych mogły zostać ukryte w lesie Kamieniec w Ogrodzonej. Miejsce to stało się symbolicznym punktem pamięci. Jednak wcześniejsze badania IPN nie potwierdziły, aby właśnie tam znajdowały się szczątki wymienionych żołnierzy.
To pokazuje, jak działała powojenna machina milczenia. Gdy państwo ukrywało dokumenty i prawdę, ludzie próbowali składać historię z urywków relacji, domysłów i rodzinnych przekazów. Czasem prowadziło to w miejsca, które były ważne symbolicznie, ale niekoniecznie okazywały się prawdziwym miejscem pochówku.
Przełom na cmentarzu przy Katowickiej
Od 6 do 13 maja 2026 roku Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN prowadziło prace poszukiwawczo-ekshumacyjne na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Katowickiej w Cieszynie. Działania prowadzono we współpracy z Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach.
Według IPN wytypowano obszar sześciu więziennych mogił z 1946 roku. Dotychczas teren ten nie był dostępny do takich badań. W trakcie prac odnaleziono szczątki ludzkie. Ze wstępnej analizy antropologicznej wynika, że mogą one należeć do żołnierzy NZW skazanych i rozstrzelanych w 1946 roku.
To jednak nie koniec sprawy. Szczątki zostały zabezpieczone i przekazane do dalszych badań, w tym badań genetycznych. Dopiero one pozwolą potwierdzić, czy odnalezione osoby to rzeczywiście kpt. Edward Bąk „Strzemię”, Karol Bączek „Karlik”, Jan Dziedzic „Mściciel”, Władysław Greń „Sówka”, Emil Michnik oraz Jan Piasecki vel Stefan Wójcik „Tygrys”.
Medalik, guziki i ślady po ludziach, których próbowano wymazać
W tej sprawie szczególnie poruszające są nie tylko same szczątki, ale także przedmioty odnalezione przy pochówkach. W materiałach pojawia się informacja o guzikach od odzieży oraz medaliku szkaplerznym. Takie znaleziska mają znaczenie dowodowe, ale też symboliczne.
Bo po osiemdziesięciu latach historia przestaje być abstrakcją. Zostaje guzik. Medalik. Fragment ubrania. Ślad człowieka, który szedł na śmierć nie jako anonimowa postać z podręcznika, ale jako ktoś konkretny, mający rodzinę, wiarę, pseudonim, przeszłość i miejsce w lokalnej społeczności.
Dlaczego ta historia wraca właśnie teraz?
Bo przez lata nie została domknięta. Cieszyn znał nazwiska zamordowanych, znał datę procesu i egzekucji, ale nie znał pełnej prawdy o miejscu spoczynku. A bez grobu historia nie kończy się naprawdę. Zostaje zawieszona między pamięcią a milczeniem.
Dzisiejsze prace IPN nie są więc tylko działaniem archeologicznym. Są próbą przywrócenia elementarnej sprawiedliwości. Nie politycznej dekoracji, nie pustego hasła, ale podstawowej prawdy: gdzie leżą ludzie skazani przez aparat komunistycznego państwa i czy ich rodziny będą mogły wreszcie zapalić znicz w prawdziwym miejscu.
Miasto musi umieć patrzeć także w trudną przeszłość
Dla Cieszyna to temat niewygodny, ale ważny. Bo lokalna historia to nie tylko zabytki, mosty, rynek i pocztówkowe widoki. To także więzienie, sąd, cmentarz, strach i powojenne dramaty, o których przez lata mówiło się półgłosem.
Jeśli badania genetyczne potwierdzą przypuszczenia IPN, będziemy mieli do czynienia z jednym z najważniejszych momentów w najnowszej historii pamięci Cieszyna. Po dekadach niepewności sześciu zamordowanych żołnierzy może odzyskać nie tylko nazwiska w dokumentach, ale także realne miejsce spoczynku.
Na razie trzeba zachować ostrożność. IPN mówi o wysokim prawdopodobieństwie, ale nie o ostatecznej identyfikacji. Ostateczne słowo będą miały badania DNA.
Jedno już jednak wiadomo: ziemia przy ul. Katowickiej zaczęła mówić. A Cieszyn musi tej historii wysłuchać do końca.








Opracowanie: Damian Macura
Fot. Adam Kondracki, IPN
Dołącz do naszego kanału nadawczego, by nie przegapić kolejnych informacji z naszego regionu!




