Schody runęły, ale dokumenty mówią jedno: problem był znany wcześniej
Dotarliśmy do umów, aneksów i sprawozdań dotyczących relacji między Miastem Cieszyn a Zamkiem Cieszyn. Wynika z nich, że drewniane schody prowadzące na Wzgórze Zamkowe od lat były wprost opisane w dokumentach jako znajdujące się na działce objętej dzierżawą Zamku Cieszyn.
Ale to dopiero początek sprawy.
Bo w tych samych dokumentach (link tutaj) nie widać jednoznacznego zapisu, który wprost nakładałby na Zamek obowiązek wykonywania okresowych przeglądów technicznych schodów. Innymi słowy: dokumenty wskazują teren, wskazują schody, pokazują dzierżawę, ale nie odpowiadają jasno na najważniejsze pytanie: kto konkretnie odpowiadał za techniczne bezpieczeństwo konstrukcji, po której chodzili mieszkańcy i turyści?
Nie tylko sprzeczne komunikaty. Teraz są dokumenty
Po wypadku pojawiły się dwa różne komunikaty. Urząd Miejski wskazywał, że schody znajdowały się pod zarządem Zamku Cieszyn. Zamek odpowiedział, że nie jest zarządcą drewnianych schodów zewnętrznych prowadzących od ul. Bednarskiej a jedynie odpowiada za kwestie dotyczące estetyki, czystości i porządkowania dzierżawionego obiektu.
Po analizie dokumentów sprawa wygląda dużo bardziej skomplikowanie.
W umowie z 27 września 2013 roku Miasto Cieszyn wskazało działkę nr 15/5 obr. 28 o powierzchni 342 m², „na której znajdują się schody drewniane prowadzące na Wzgórze Zamkowe”. Działka została oddana Zamkowi Cieszyn w dzierżawę.
Ten sam zapis wraca w obecnej umowie z 29 grudnia 2022 roku. Ponownie wymieniono działkę nr 15/5, ponownie wskazano drewniane schody i ponownie objęto ten teren dzierżawą.
Co więcej, aneks nr 2 z 2024 roku zmienił powierzchnię tej działki na 313 m², ale nadal opisywał ją jako działkę, „na której znajdują się schody drewniane prowadzące na Wzgórze Zamkowe”.
To oznacza jedno: schody nie były zapomnianą konstrukcją gdzieś „obok”. Były wpisane w dokumenty wprost. I to przez lata.
Zamek był dzierżawcą terenu. Ale czy odpowiadał za stan techniczny?
Tu trzeba być precyzyjnym.
Z dokumentów wynika, że teren ze schodami był objęty dzierżawą Zamku Cieszyn. Ale nie widać prostego zapisu: „Zamek Cieszyn odpowiada za stan techniczny schodów i wykonuje ich okresowe przeglądy”.
W umowie są obowiązki dotyczące estetyki, czystości, porządkowania terenu, odpadów oraz ubezpieczenia dzierżawionych nieruchomości od zdarzeń losowych i odpowiedzialności cywilnej.
Jest też zapis, który może być kluczowy. W § 8 obecnej umowy wskazano, że prace związane z naprawą, konserwacją lub wymianą infrastruktury technicznej na dzierżawionym terenie wymagają zgody Miasta, po zasięgnięciu opinii Zamku.
I tu zaczyna się sedno problemu.
Bo jeśli schody były na dzierżawionym terenie, ale poważniejsze prace przy infrastrukturze wymagały udziału Miasta, to nie wystarczy powiedzieć: „to było pod Zamkiem”. Tak samo nie wystarczy powiedzieć: „nie byliśmy zarządcą”.
Dokumenty pokazują układ, w którym odpowiedzialność mogła być rozmyta między dzierżawcą, właścicielem, urzędem i instytucją kultury.
Najmocniejszy trop: sprawozdanie za 2020 rok
Najważniejsze są jednak nie tylko umowy. Jeszcze mocniejsze są sprawozdania.
W sprawozdaniu za 2020 rok Zamek Cieszyn pisał o remontach wykonanych mimo trudnej sytuacji finansowej. Wśród nich pojawiła się informacja, że wykonano kolejny remont drewnianych schodów, ale ich stan „nie jest w pełni zadowalający”.
To zdanie zmienia ciężar całej sprawy.
Bo po wypadku można było odnieść wrażenie, że dopiero teraz trzeba ustalać, kto czym zarządzał i kto o czym wiedział. Tymczasem już w 2020 roku w oficjalnym sprawozdaniu pojawia się informacja, że schody były remontowane, ale ich stan nadal budził zastrzeżenia.
To nie był komentarz internauty. To nie była plotka. To było oficjalne sprawozdanie instytucji.
Pękający mur oporowy i brak pieniędzy
W tym samym sprawozdaniu za 2020 rok pojawia się jeszcze jeden ważny wątek: pękający mur oporowy przy drewnianych schodach. Z dokumentu wynika, że usunięto drzewo, którego korzenie prawdopodobnie powodowały uszkodzenia, ale mur nadal wymagał remontu.
Rok później temat wrócił.
W sprawozdaniu za 2021 rok wskazano, że prace przekraczały możliwości budżetowe Zamku. Według informacji uzyskanych z Wydziału Inwestycji Urzędu Miejskiego w Cieszynie, w budżecie miasta nie było zabezpieczonych środków na ten cel.
To może być jeden z najważniejszych fragmentów całej sprawy.
Problem był opisany. Stan schodów nie był w pełni zadowalający. Mur oporowy pękał. Pojawił się problem finansowania. Kilka lat później schody się zawaliły.
Nie przesądzamy dziś, czy przyczyną wypadku był stan schodów, mur oporowy, konstrukcja, wilgoć, wiek obiektu, przeciążenie czy inne czynniki. To powinien ustalić nadzór budowlany.
Ale jedno pytanie jest już teraz zasadne: czy urząd zareagował na wcześniejsze sygnały?
To nie była boczna ścieżka
Wzgórze Zamkowe nie jest miejscem marginalnym.
W sprawozdaniu za 2023 rok podano, że sprzedano 55 299 biletów na zwiedzanie Wieży Piastowskiej i Rotundy. W 2024 roku sprzedano 55 217 biletów.
Mówimy więc o jednej z największych atrakcji Cieszyna. O miejscu odwiedzanym przez mieszkańców, turystów z Polski i zagranicy. O przestrzeni promowanej jako wizytówka miasta.
Jeżeli przy takim miejscu w dokumentach pojawiały się problemy ze schodami i murem oporowym, to nie była „techniczna niedogodność”. To był temat bezpieczeństwa publicznego.
Pytania, na które mieszkańcy mają prawo znać odpowiedź
Po ujawnieniu umów, aneksów i sprawozdań nie wystarczy już ogólne zapewnienie, że sprawę bada nadzór budowlany. Nadzór powinien ustalić przyczyny techniczne. Ale mieszkańcy mają prawo wiedzieć, co działo się wcześniej.
Najważniejsze pytania brzmią:
Kto w Urzędzie Miejskim otrzymywał sprawozdania Zamku za 2020 i 2021 rok?
Czy ktoś analizował fragment o tym, że stan drewnianych schodów „nie jest w pełni zadowalający”?
Czy po informacji o pękającym murze oporowym zlecono ekspertyzę?
Czy Wydział Inwestycji potwierdza, że w budżecie miasta nie było zabezpieczonych środków na te prace?
Czy później, w latach 2022-2026, pieniądze zabezpieczono?
Czy wykonano większy remont schodów, muru oporowego lub całego dojścia?
Czy przed wypadkiem istniał aktualny przegląd techniczny konstrukcji?
Kto miał prawo zamknąć schody, jeśli ich stan budził wątpliwości?
I najważniejsze: czy po wypadku miasto przeprowadzi audyt wszystkich podobnych miejsc – schodów, murów oporowych, skarp, dojść i konstrukcji drewnianych?
Sedno sprawy
To nie jest już tylko pytanie, czy schody były „Zamku” czy „Miasta”.
Dokumenty pokazują coś poważniejszego: schody były wpisane do umów, teren był dzierżawiony, stan schodów był wcześniej opisywany jako niezadowalający, pojawiał się problem pękającego muru oporowego, a później również problem braku pieniędzy.
Jednocześnie w umowie nie widać jasnego zapisu, kto miał wykonywać przeglądy techniczne i kto miał ostatecznie pilnować bezpieczeństwa tej konstrukcji.
I to może być największy problem tej sprawy.
Bo jeśli odpowiedzialność przez lata była rozmyta między instytucjami, to mieszkańcy mają prawo zapytać: kto widział sygnały ostrzegawcze i co z nimi zrobił?
Puenta
Po zawaleniu schodów mieszkańcy usłyszeli dwie wersje. Urząd wskazywał Zamek. Zamek odpowiadał, że nie jest zarządcą.
Dziś, po analizie dokumentów, pytanie brzmi inaczej.
Nie tylko: dlaczego schody runęły?
Ale przede wszystkim:
ile razy wcześniej system dostał sygnał, że na Wzgórzu Zamkowym jest problem – i dlaczego ten sygnał nie zakończył się jasną decyzją, kto odpowiada za bezpieczeństwo?
/Damian Macura/
Dołącz do naszego kanału nadawczego, by nie przegapić kolejnych informacji z naszego regionu!




