W dobie mediów społecznościowych silna obecność w internecie to dla polityka podstawa. Profil burmistrz Gabrieli Staszkiewicz na Facebooku tętni życiem – są zdjęcia, posty, relacje ze spotkań. Wszystko wygląda profesjonalnie. Ale pojawia się pytanie, które zadaje sobie coraz więcej mieszkańców: kto za to wszystko płaci? Czy za prywatnym wizerunkiem pani burmistrz nie stoją przypadkiem publiczne zasoby i praca urzędników?
Niestety nowe informacje, uzyskane od ratusza, potwierdzają najgorsze obawy: za prywatnym wizerunkiem pani burmistrz stoją zasoby urzędu miasta, opłacane z naszych podatków…
Mieszkaniec pyta, ratusz się gubi…
Sprawę postanowił zbadać jeden z mieszkańców, Tomasz Dyszkiewicz, który w trybie dostępu do informacji publicznej zadał urzędowi miasta serię prostych, ale niewygodnych pytań. Dotyczyły one jednego z wpisów, który najpierw pojawił się na prywatnym profilu „Gabriela Staszkiewicz”, a zaraz potem został skopiowany na oficjalny, miejski profil „Miasto Cieszyn”.
Pytania były konkretne: kto i na czyje polecenie skopiował treści? Kto robił zdjęcia? Czy używano do tego służbowego sprzętu? Odpowiedzi, które nadeszły z ratusza, są, delikatnie mówiąc, szokujące.
Urzędnicy przyznają: pracujemy dla pani burmistrz
W oficjalnym piśmie Naczelnik Wydziału Kultury i Promocji Miasta przyznaje wprost, że treść posta została „skonstruowana przez pracowników Urzędu Miejskiego w Cieszynie”. Co więcej, urzędnicy skopiowali post z prywatnego profilu burmistrz na profil miejski, aby… mieli do niego dostęp mieszkańcy, których Gabriela Staszkiewicz wcześniej na swoim profilu zablokowała – co jest częstym zjawiskiem na jej prywatnym fanpage (i ma do tego pełne prawo).
To kuriozalna logika. Z jednej strony burmistrz, jako osoba prywatna, odcina mieszkańców od informacji, a z drugiej angażuje podległych jej urzędników, by ci rozpowszechniali te same treści oficjalnymi kanałami. Godziny pracy urzędników, za które płacimy w podatkach, są w ten sposób poświęcane na budowanie prywatnego wizerunku politycznego i łatanie problemów komunikacyjnych, które sama burmistrz stwarza.
Jakby tego było mało, z dokumentów dowiadujemy się, że zdjęcia dołączone do posta wykonała pracowniczka Biura Spraw Społecznych. Ratusz co prawda twierdzi, że nie użyto do tego sprzętu należącego do urzędu, ale kluczowe pytanie pozostaje bez odpowiedzi: czy pracownik w godzinach pracy, za które otrzymuje publiczne wynagrodzenie, powinien pełnić rolę osobistego fotografa pani burmistrz?
To nie był jednorazowy incydent
Sprawa nabrała tempa, gdy Pan Tomasz, w trybie dostępu do informacji publicznej, zaczął zadawać urzędowi kolejne niewygodne pytania. Wcześniej ujawniono, że pracownicy ratusza „skonstruowali” treść jednego z postów, a pracowniczka urzędu robiła zdjęcia na potrzeby wpisu. Okazuje się jednak, że to nie był jednorazowy incydent, a stała praktyka.
W kolejnej odpowiedzi na pytania mieszkańca ratusz wprost przyznaje, że „Pani Gabriela Staszkiewicz – Burmistrz Miasta Cieszyna korzysta z informacji przygotowanych przez pracowników na potrzeby i dotyczących działalności Urzędu Miejskiego w Cieszynie”. Pytanie dotyczyło wprost popularnych postów z cyklu „Podsumowanie tygodnia”, które regularnie pojawiają się na jej prywatnym profilu.
Mamy więc czarno na białym: urzędnicy, w ramach swoich obowiązków służbowych, przygotowują materiały, które następnie służą do budowania osobistego wizerunku pani burmistrz na jej prywatnym kanale. Post z 8 września jest tego idealnym przykładem. Pani burmistrz w pierwszej osobie opowiada o swoich działaniach: „miałam okazję uczestniczyć”, „miałam zaszczyt”. Opisuje w ten sposób swoje oficjalne, urzędowe czynności, jak podpisanie aktu notarialnego w sprawie nowej komendy policji czy otwarcie projektu unijnego. Treści te, przygotowane przez urzędników, mają charakter osobistego pamiętnika, a nie oficjalnego komunikatu.
Granica, której nie wolno przekraczać
To nie jest tylko historia o kilku postach na Facebooku. To opowieść o zacieraniu się granicy między tym, co publiczne, a tym, co prywatne. Urząd Miasta to nie agencja marketingowa pani burmistrz. Urzędnicy mają służyć mieszkańcom – wszystkim, bez wyjątku – a nie pracować na wizerunek jednego polityka.
Kiedy te same osoby, opłacane z tej samej publicznej kasy, tworzą treści raz na profil prywatny, a raz na oficjalny, to znak, że coś działa bardzo źle. To prosta droga do sytuacji, w której publiczne zasoby stają się narzędziem w rękach władzy do walki z krytyką i budowania własnej popularności.
Czas na pytania
Ta sprawa pokazuje, jak ważna jest kontrola władzy przez obywateli. Czas, by mieszkańcy Cieszyna zaczęli głośno pytać:
- Ile godzin pracy urzędników poświęca się na obsługę prywatnych kanałów komunikacji burmistrz Staszkiewicz?
- Kto decyduje o tym, że praca na rzecz miasta może być wykorzystywana do osobistej promocji?
- Czy chcemy, by nasze podatki finansowały prywatną kampanię wizerunkową, zamiast realnych działań na rzecz Cieszyna?
Władza, która nie jest transparentna, staje się arogancka. Cieszyn zasługuje na rządy, które służą mieszkańcom, a nie sobie. Czas, by to głośno i wyraźnie powiedzieć. Domagajmy się odpowiedzi.
DM





Dołącz do naszego kanału nadawczego, by nie przegapić kolejnych informacji z naszego regionu!




