Piece króla Norwegii w Cieszynie!

artykuł sponsorowany

Piece kaflowe

Wiele osób pyta nas, jak to się stało, że rodzinnie i profesjonalnie zajęliśmy się jakimiś norweskimi piecami kaflowymi, zamiast czymś powszechnie znanym, typowym… i dlaczego zamiast pracować, jak wielu Polaków, w Oslo, wróciliśmy z Norwegii, na dodatek z tymi dziwnymi „.Kakkelovner”. Prawdę mówiąc, jest to rezultat całego mnóstwa niefortunnych zdarzeń… ale zacznijmy od początku.

Jesteśmy małżeństwem już parę dobrych lat i śmiało możemy powiedzieć, że złączył nas „ogień” – ten metaforyczny, tlący się w naszych sercach, przez co niejedni widzą nas jako „włoskie małżeństwo”, bo temperamentu nam nie brakuje, a wręcz kipi czasem… Przeżyliśmy razem wiele, a jako dość młodzi rodzice musieliśmy uporać się z wieloma dodatkowymi zobowiązaniami, choć w rezultacie to w całej tej opowieści były one jednak pewnym stałym czynnikiem wpływającym na rzeczywistość, popychającym ją do przodu, lecz to trochę inna bajka. Wracając zatem do tematu – no właśnie, dlaczego branża zduńska i te piece kaflowe?

Właściciele salonu Kakkelovnsmakeriet – Gabriela i Kamil Macura

Najprościej jest stwierdzić, że tak potoczyło się życie, które postawiło przed nami wiele dylematów. Gdy sześć lat temu zdecydowaliśmy się opuścić Polskę, by szukać możliwości rozwoju na półwyspie skandynawskim, nie mieliśmy pojęcia o tym, że po kilku latach będziemy zajmować się dystrybucją królewskich piecy kaflowych Kakkelovnsmakeriet na naszym rodzimym rynku i będzie to nasz sposób na życie. Znając tylko te wyrywki naszej historii, wydawać by się mogło, że było łatwo, ładnie i kolorowo? A jednak nie całkiem. Tak się złożyło, że musieliśmy się rozstać na pół roku, bo wpierw wyjechać musiał Kamil, by znaleźć pracę i zapewnić mieszkanie (w tym miejscu wielkie podziękowania dla Wiesławy i Bogusława Borkały za pomoc i wsparcie od samego początku, aż po dzień dzisiejszy w naszej przygodzie z Norge). Po tygodniach poszukiwań, udało się z zatrudnieniem, aczkolwiek drugi cel wymagał już poświęcenia dużo więcej czasu i pewnie pochłonąłby jeszcze raz tyle, gdyby nie dwa etaty, jeden nocą w Nodee (podobno najlepszej azjatyckiej restauracji w Norwegii) – jako pomocnik kelnera, a drugi za dnia już w Kakkelovnsmakeriet AS – jako kakkelovnermaker, a po naszemu zdun, po to, by odłożyć środki na pierwszy czynsz, depozyt i życie. Pod koniec wakacji udało nam się znaleźć mieszkanie!

W końcu Kamil mógł zająć się swoim powołaniem i w miłej atmosferze pożegnał się z gastronomiczną karierą, wpadając czasem zakosztować sushi, ale przede wszystkim pysznej crispy duck. Wynajęliśmy mieszkanie w ślicznej dzielnicy Ekeberg, z widokiem na Oslo, dwa kilometry od centrum. Mieszkaliśmy w pięknym miejscu, dumni z tego, że jesteśmy w końcu razem, całą rodziną, w kraju Wikingów. Jednakże nie mogliśmy znaleźć przedszkola dla naszej pociechy, więc Gabrysia musiała
pozostać w domu. Pierwszy wolny termin: wrzesień przyszłego roku. Po upływie ponad pół roku, większość naszych środków pochłaniało mieszkanie i codzienne potrzeby. Wtedy zrodziła się decyzja o powrocie.
Niewątpliwie mogliśmy wrócić i to nawet z oszczędnościami, lecz praca i umiejętności, które Kamil zdobył u jedynego norweskiego producenta pieców kaflowych z półwieczną tradycją, rodziła perspektywy, a potem już nawet plany, które były z początku wysnutymi wymysłami, lecz upór fantasty wygrał.

A wszystko za sprawą serdecznej relacji z Håkonem Hoffem, właścicielem norweskiej firmy, który zaraził nas pasją do pieców i to bardzo nietypowych, wykonanych z akumulacyjnych oliwinowych elementów, opierających swoje rozwiązania na 250-letniej historii skandynawskiego zduństwa i zachwycających swoim ponadczasowym designem. Hakon docenił nasze zaangażowanie i dostrzegł możliwość współpracy wybiegającej poza norweskie granice. Tak właśnie zrodziła się myśl, by Gabrysia stworzyła firmę w Polsce – wyłącznego dystrybutora nowo powstałej marki Hoff, nazwanej od nazwiska założyciela. Tak wśród tych wyjazdów i powrotów znaleźliśmy swoje miejsce i chcielibyśmy zostać w nim na dłużej.

Wchodząc do grona polskich dystrybutorów kominkowo-piecowych, weszliśmy też w to środowisko i poznaliśmy ludzi, podobnie jak my, związanych z ogniem, ciekawych, szalonych, o wszechstronnych zainteresowaniach. W tym miejscu wspomnę dla przykładu, o rzeźbiarzu Grzegorzu Michałku twórcy JanosikArt, z którym rozpoczęliśmy realizacje kilku nietuzinkowych projektów. Polsko-norweska współpraca stała się też okazją do pokazania kawałka naszego kraju naszym północnym przyjaciołom. Wspomniany Håkon, bywał już w Polsce, miał też okazję odwiedzić naszą okolicę, czyli Cieszyn. Pierwszy raz było to dwa lata temu po testach pieców w Brnie, kiedy wracaliśmy zadowoleni z rezultatów (93% wydajności), a kolejny raz, kiedy zaszczycił nas obecnością, wraz z małżonką Tove, na otwarciu naszego salonu.

Tak się stało, że od sześciu lat naszym działaniom towarzyszy i przyświeca ogień. W tym czasie wydarzyło się wiele. Bez wsparcia i zaangażowania rodziny, która pomogła nam na wiele sposobów, abyśmy mogli zrealizować naszą wizję, z pewnością nie dalibyśmy rady. Pierwszym dużym celem, ale też niejako początkiem pewnej drogi, było otwarcie salonu w Cieszynie. A obecność na tym wydarzeniu bliskich, przyjaciół i partnerów biznesowych znaczy dla nas wiele. Tym bardziej, że termin otwarcia, który wyznaczyliśmy na jubileusz naszej pierwszej randki, przypadkowo pokrył się z „nocą Muzeów”. Skutkowało to tym, że otwarcie miało późne zamknięcie – równo z końcem warty naszego sąsiada drzwi w drzwi: Muzeum 4 Pułku Strzelców Podhalańskich.

Zapraszamy do naszego salonu piecy kaflowych, kominków na pellet oraz biokominków znajdującego się na przy ul. Frysztackiej 2 w Cieszynie, nieopodal kościoła pw. św. Jerzego!

Cieszymy się, że udało nam się wrócić do naszych rodzinnych stron, do Cieszyna. Jest to niewielkie, ale niezwykle urokliwe miasteczko, bogate w zaplecze kulturowe i – jak się rozejrzeć – to ma, jak my, swoją własną niesforną duszę. Dlatego właśnie tu postanowiliśmy razem poszukiwać i tworzyć – naszym zdaniem – najpiękniejsze źródła ciepła, opierając się na wieloletnim doświadczeniu Kamila, które wynika z przebytej, długiej drogi branżowej: od realizacji prostych kominków konwekcyjnych na terenie Polski, Czech i Słowacji, przez budowę wymyślnych palenisk i pieców w Norwegii, po modernizacje przewodów kominowych w skandynawskich kamienicach, a także wiedzy jego żony – Gabrysi – z zawodu technika budowlanego, zakochanej w aranżacji i dekoratorstwie wnętrz oraz miłośniczki współczesnej architektury: kubistycznego minimalizmu oraz skandynawskiego klasycyzmu.

Salon Kakkelovnsmakeriet w Cieszynie – wyłącznego dystrybutora królewskich piecy kaflowych

Oboje uzupełniamy swoje braki, a także przeciwważymy skrajności swoich przeciwieństw, tworząc zrównoważoną, logiczną, lecz nie pozbawioną romantyzmu firmę, która otwarta jest na współpracę z ciekawym ludźmi i gotowa na realizację ambitnych planów i projektów.

Gabriela i Kamil Macura
www.kaflowepiece.pl

Królewskie Piece Kaflowe Hoff

Artykuł sponsorowany.

Zagłosuj!

17 punktów
Fajne Nie lubię

Razem głósów: 9

Fajne: 7

Procent fajnych głosów: 77.777778%

Słabe: 2

Procent słabych głosów: 22.222222%

REKLAMA

REKLAMA

Dodaj komentarz