Po 13 latach matka Szymona z C̶i̶e̶s̶z̶y̶n̶a̶ Będzina jest wolna. Historia zbrodni, która wstrząsnęła Polską
Beata Ch., matka dwuletniego Szymonka z Będzina – którego ciało porzucono w Cieszynie w jednym ze stawów na Gułdowach – opuściła mury więzienia po odbyciu całej, 13-letniej kary za zabójstwo synka. Jej wyjście na wolność na nowo otwiera rany w jednej z najgłośniejszych i najtragiczniejszych spraw kryminalnych ostatnich dekad w Polsce. To historia niewyobrażalnej zbrodni, bezdusznym kłamstwie i śledztwie, które poruszyło cały kraj.
„Chłopczyk z Cieszyna” – ponad dwa lata niepewności

Fot. dziennikpolski24.pl
Wszystko zaczęło się 19 marca 2010 roku. To wtedy dwaj przechodzący w pobliżu stawu hodowlanego w Cieszynie chłopcy zauważyli unoszące się na wodzie ciało dziecka. Wezwane na miejsce służby wydobyły zwłoki małego, około dwuletniego chłopca. Nie miał na sobie obrażeń, które mogłyby wskazywać na przyczynę śmierci, a w pobliżu nie znaleziono żadnych dokumentów ani rzeczy, które pomogłyby go zidentyfikować.
Rozpoczęło się żmudne śledztwo. Przez blisko dwa lata policja bezskutecznie próbowała ustalić tożsamość dziecka. Media w całej Polsce ochrzciły go mianem „chłopca z Cieszyna”. Publikowano jego portrety, zdjęcia ubrań i przeprowadzono komputerową rekonstrukcję wyglądu twarzy. Policjanci sprawdzili tysiące sygnałów, zweryfikowali rejestry dzieci z domów dziecka i ośrodków opiekuńczych. Apelowano do sumień rodziców, krewnych, sąsiadów. Mimo ogromnego zaangażowania służb i mediów, chłopiec pozostawał anonimowy. Wydawało się, że nikt go nie szuka.
Przełom, na który czekali mieszkańcy i cała Polska
W czerwcu 2012 roku, ponad dwa lata po znalezieniu ciała, nastąpił długo wyczekiwany przełom. Do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Będzinie zadzwoniła kobieta, która stwierdziła, że od dawna nie widuje dziecka swoich sąsiadów. Zgłoszenie potraktowano bardzo poważnie. Policjanci natychmiast udali się pod wskazany adres.

Na miejscu zastali Beatę Ch. i jej partnera Jarosława R. Zapytani o swojego syna Szymona, początkowo twierdzili, że przebywa u rodziny. Ich nerwowe i niespójne wyjaśnienia szybko wzbudziły podejrzenia funkcjonariuszy. Para została zatrzymana, a po kilku godzinach przesłuchań przyznała się do winy. Okazało się, że „chłopiec z Cieszyna” to dwuletni Szymon z Będzina.
Prawda o ostatnich dniach Szymona i dwuletnie kłamstwo
Ustalenia prokuratury, potwierdzone później w sądzie, były wstrząsające. Szymon zmarł pod koniec lutego 2010 roku we własnym mieszkaniu. Przyczyną śmierci nie było utonięcie, lecz rozległe zapalenie otrzewnej, które było skutkiem pęknięcia jelita cienkiego. Do urazu doszło w wyniku silnego uderzenia w brzuch zadanego przez ojca, Jarosława R.
Przez kilka dni chłopiec konał w ogromnych bólach. Miał wysoką gorączkę, wymiotował, nie mógł jeść. Rodzice, bojąc się odpowiedzialności karnej za pobicie, świadomie nie wezwali lekarza, skazując syna na pewną śmierć.
Po jego śmierci ukryli ciało w walizce, a następnie przewieźli je pociągiem z Będzina do Cieszyna, gdzie wrzucili je do stawu. Przez kolejne dwa lata prowadzili normalne życie, skutecznie oszukując otoczenie, urzędy i rodzinę. Pobierali na Szymona świadczenia socjalne i zasiłek pielęgnacyjny. Aby uwiarygodnić swoją historię, Beata Ch. posunęła się do makabrycznego oszustwa – na obowiązkowe szczepienie w przychodni zabrała swojego wnuka, przedstawiając go jako Szymona.
Więcej o sprawie w wideo:
Proces i wyroki
Początkowo rodzicom postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci i nieudzielenia pomocy. Jednak w toku śledztwa prokuratura zmieniła kwalifikację czynu na zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Oznacza to, że choć rodzice mogli nie chcieć bezpośrednio zabić syna, to zadając mu cios i nie udzielając pomocy, przewidywali, że może umrzeć i godzili się na to.
Sąd Okręgowy w Katowicach w 2015 roku uznał oboje za winnych. Beata Ch. została skazana na 13 lat pozbawienia wolności, a Jarosław R. na 15 lat. Sąd uznał, że choć to ojciec zadał śmiertelny cios, matka wykazała się „wyjątkowym okrucieństwem i wyrachowaniem”, godząc się na śmierć dziecka i z zimną krwią zacierając ślady.

Nowe życie po wyjściu zza krat
Beata Ch. odbyła całą karę, nie ubiegając się o przedterminowe zwolnienie. Według nieoficjalnych informacji, w więzieniu pracowała i zmieniła swoje dane osobowe. 20 czerwca 2024 roku opuściła zakład karny. Jej miejsce pobytu nie jest znane i prawdopodobnie nigdy nie wróci już do Będzina. Pozostałe dzieci Beaty Ch. od lat przebywają w rodzinie zastępczej. Jarosław R. nadal odbywa swoją karę.
Historia Szymona na zawsze pozostanie symbolem niewyobrażalnej tragedii, która rozegrała się za zamkniętymi drzwiami, i przypomnieniem o tym, jak ważne jest reagowanie na krzywdę dzieci.
Fot okładki – Policja Polska, DziennikPolski24.pl
Dołącz do naszego kanału nadawczego, by nie przegapić kolejnych informacji z naszego regionu!
