W ubiegłym roku władze miasta chwaliły się zakończeniem prestiżowej, finansowanej z Norweskiego Mechanizmu Finansowego inwestycji na ulicy Bielskiej. Miał być wzorcowy park kieszonkowy, zrównoważona zieleń, miejskie bioróżnorodne rabaty w ramach projektu Zielony Cieszyn.
Dziś mamy… zielony skandal! Okres gwarancji minął wiosną bieżącego roku, a to, jak jest obecnie utrzymywana zieleń, woła o pomstę do nieba.



Zamiast miejskiej wizytówki – parodia dbania o przestrzeń
Po upływie gwarancji nikt nie interesuje się już tym, jak wygląda teren, który pochłonął – razem z miniaturowym parkiem kieszonkowym aż 377 tysięcy złotych. Na zdjęciach mieszkańców widać, że nowe nasadzenia zostały całkowicie oddane naturze – dominuje oset, mniszek lekarski i koniczyna, krzewy okrywowe muszą przebijać się przez gąszcz chwastów, a iglaki zaczynają brązowieć od konkurencji z dziką roślinnością.

Odpowiedzialność bez adresu? Okres gwarancji upłynął…
Fakt, że minął już okres gwarancji, nie usprawiedliwia miasta – przecież to mieszkańcy płacą za efekt, który miał być dumą i promocją nowoczesnej, ekologicznej polityki! Sprawa nie dotyczy tylko estetyki – to kolejna sytuacja, w której publiczne pieniądze ulatują bezpowrotnie do kanalizacji wraz z zarastającymi zielenią chodnikami.

Mieszkańcy mają prawo żądać więcej!
Czy naprawdę musimy się godzić z tym, że każda nowa inwestycja jest piękna tylko przez moment, a potem znika w morzu niechlujstwa, braku nadzoru i braku należytego utrzymania? Czas na realne rozliczenie i zadanie urzędnikom pytań: kto odpowiada za zieleń publiczną po gwarancji i czy naprawdę nie można lepiej zadbać o wspólne przestrzenie?
Niech każdy, kto ma dosyć miejskiej bylejakości, udostępni to dalej! Nie ma zgody na publiczne pieniądze rzucone na pastwę chwastów i obojętności decydentów.
DM Fot. Grażyna Kukucz-Surowiec
Dołącz do naszego kanału nadawczego, by nie przegapić kolejnych informacji z naszego regionu!




