Dorabiana krzywa gęba Cieszyna

„I tylko nie ma miłości, i tylko nie ma miłości…” rozbrzmiało po całej przestrzeni rynku. Na pytanie o to cóż to takiego, znajomy mieszkaniec Cieszyna odparł, że to już od niemal dwóch lat część obrazu tego miasta i nic się z tym nie da zrobić. Zarówno władze miasta, policja, straż miejska, nic z tym nie robią. Ba, nawet ZAIK-s, który mógłby nałożyć wielotysięczny mandat za bezprawne rozpowszechnianie muzyki w miejscu publicznym, dziwnie milczy, bo kwestia polityczna, a takich to wiadomo nie należy dotykać. Choć może powody są zupełnie inne.

Zwyczajne lipcowe popołudnie w jednym z najpiękniejszych polskich miast. Urokliwy rynek pełen ogródków kawiarnianych, zapachu kawy i ciasta. Sielanka, spokój. Spokój ten jednak przerywa koło 17 muzyka. Wypełnia całą przestrzeń rynku, wdziera się pomiędzy każdą rozmowę, w każdy kęs jedzenia, w każdy łyk herbaty czy kawy. Zdziwienie. W Cieszynie to jednak już pewnego rodzaju tradycja. To codzienny rytuał. Około godziny 17.00, każdego dnia, bez wyjątku. Jak w kilku miejscach zauważono – a zdaje się autorem zwrotu był związany z ziemią cieszyńską warszawski dziennikarz – Warszawa ma swoje miesięcznice a Cieszyn chcąc być lepszym ma swoje „dziennice”.  Co ciekawe, o miesięcznicach lewicowe środowiska drwiły na potęgę, „dziennice” spotykają się z ich pochwałą, a nawet wyróżnianiem w ogólnopolskich mediach.

Trudno mi powiedzieć o co chodzi!? Patrzę znad kawy na rynek i myślę sobie, „I tylko nie ma miłości…”, ani szacunku do klientów okolicznych ogródków ani do mieszkańców. Terror akustyczny kilku osób wobec całej okolicy.

Znajomy mówił, że protesty bywają dość jednorodne ale tematyka nie jest stała. Zawsze jest muzyka, dobrze znane utwory, jest mikrofon i odczytywanie lub odtwarzanie tekstów. Z kilkudziesięciu metrów to co jest mówione nie jest czytelne ginąc w kakofonii echa, dźwięków odbijanych od kamienic i płaszczyzny rynku. Kilka osób z transparentami najwidoczniej mówi tylko do siebie. Podnoszenie głośności tylko wzmaga efekt kakofonii.

Powiewają flagi Polski i Unii Europejskiej. Czasami widywana była flaga Izraela. Zależy od bieżącego kontekstu politycznego. Zebranych siedem czy osiem osób wpisuje się w aktualną politykę jakby stali nie przed ratuszem małego prowincjonalnego miasteczka ale przed siedzibą Prezydenta, czy samym sejmem w Warszawie.

Czasem dominuje kolorystyka flagi Unii Europejskiej, czasem dominuje kolorystyka biało-czarno-czerwona. Bywał nawet olbrzymi napis „ONR”, który małymi literami miał dopisane „zdelegalizować” (co z odległości kilkunastu metrów miało swoją niepokojącą wymowę), bywały hasła „stop agresji i nienawiści”, „stop pedofilii w kościele”, „faszyzm stop” itp.

Swego czasu główna organizatorka wystąpiła dla swoich zebranych o ochronę. Pisała o tym w ogólnodostępnych mediach wyrabiając negatywną opinię o mieszkańcach Cieszyna jako groźnych, nietolerancyjnych i ksenofobicznych. W ogóle nie biorąc pod uwagę, że z niechęcią mogą się spotkać nie ze względu na sam ustawiczny protest, ale ze względu na generowany hałas i rodzaj muzyki jakim męczą okolicznych bywalców kawiarni. O gustach się ponoć nie rozmawia, ale odtwarzanie w koło zestawu tych samych utworów może być irytujące. Nie jest to jednak muzyka całkiem jednorodna. Bywała to zmuszająca do podrygiwania twórczość Piotra Rubika, a to głos Jacka Wójcickiego z utworem znanym głównie z krakowskiej Piwnicy pod Baranami „Miejcie nadzieję nie tą lichą marną…”, „Przeżyj to sam” Lombardu, Chłopcy z Placu Broni z tekstem o wolności. Bywał też cover utworu Simona i Garfunkela „Sound of silence” w wykonaniu grupy Disturbed, udzielali się też nieżyjący już Jacek Kaczmarski, a nawet nie kto inny jak sam Karol Wojtyła.

Kiedy byłem w Cieszynie poprzednio był kwiecień. Na rynku rozstawione zostały stragany Cieszyńskiego Jarmarku Wielkanocnego, panował świąteczny klimat niedzieli palmowej. Grupa, jak co dzień, stała na samym środku miasta, z głośników dobiegał głos coś mówiący o strajku nauczycieli i pokrzykiwania że „strajk musi boleć”, vis a vi okien Pani Burmistrz Cieszyna, jakby to ona była odpowiedzialna za los nauczycieli, podobnie jak za stan konstytucji itp. Słuchaczy czy gapiów było niewielu. Tak jak i dziś czasem ktoś przystanie, westchnie na utrapienie miasta.

Dziś mamy lipiec, zaczęły się wakacje, trwa kolejna manifestacja, a gdzieś zza rogu straż miejska zerka, by przypadkiem nie było afery jak ktoś rzuci w nich jakimś pomidorem…

/Tekst został dodany przez jednego z czytelników portalu

Zagłosuj!

9 punktów
Fajne Nie lubię

Razem głósów: 55

Fajne: 29

Procent fajnych głosów: 52.727273%

Słabe: 26

Procent słabych głosów: 47.272727%

Ten wpis został dodany przez jednego z czytelników lub redakcję. U nas każdy może dodać coś od siebie:) Dodaj swój własny wpis!

REKLAMA

REKLAMA

Dodaj komentarz